Samotność, której nie chcę usłyszeć

Samotność, której nie chcę usłyszeć

„Nie jest dobrze, by człowiek był sam”. Nie jesteś samotną wyspą itd. To wszystko bardzo mądre słowa. Człowiek od początku narodzin potrzebuje ludzi, bycie wśród nich dodaje energii, radości i jest jedną z ważnych przesłanek do bycia zdrowym. To wśród innych istnień ludzkich w pełni kształtuje się nasze człowieczeństwo.

Ale jednocześnie człowiek jest sam. Samotność również jest częścią życia od jego początku do końca, „po prostu jest” tak jak są np. uczucia. Sama w sobie nie jest dobra ani zła. Ale jeśli nie nauczymy się czerpać radości z samotności, nie będziemy umieli czerpać jej z relacji z innymi. To uczenie łączy się tak naprawdę ze stawaniem w szranki z lękiem.

Jest taka samotność , która nas wybiera wtedy gdy np. umiera ukochana osoba, nasz partner decyduje się odejść, jesteśmy w szpitalu, przeprowadzamy się, podejmujemy jakąś zwrotną dla naszego życia decyzję.

Jest i taka, którą my wybieramy. Chodzi o taki stan, który nazywamy odosobnieniem. Nie jest on popularny w naszych czasach i rzadko decydują się na niego szczególnie kobiety.

Samotność, która nam się wydarza może być drogą (choć trudną) do zrozumienia potrzeby odosobnienia, bycia samemu.

Kobiety uciekają przed samotnością. Dla nich ważniejsze przecież są relacje, bycie z… Mężczyźni są wychowywani do bycia samodzielnymi wojownikami. Każda płeć ma zatem odrębną pracę do wykonania. Kobiety bardziej bycie „osobno” i mężczyźni bardziej „bycie z…”

Kobiety świetnie się zorganizują, żeby tej samotności nie poczuć. Zwłaszcza w dużym mieście. Umówią się na narty, zapiszą na fitness, pójdą na wystawę, na ceramikę, kurs językowy itd . Wypełnią cały terminarz, takie są zaradne. Tylko paradoksalnie o sobie zapomną. Nie zostawią sobie czasu, by być samemu. Raczej nie zapuszczą się do lasu, który byłby tu alegorią samotności.

Czuję się samotna… to zajrzę do Facebooka, zaplanuję cały dzień , spróbuję wszystko skontrolować, żeby nic nieoczekiwanego się nie wydarzyło, wezmę tabletkę antydepresyjną, napiję się alkoholu, zadbam o to, żeby cały dzień być wśród ludzi, najem się i to mnie wypełni. Wszystko po to, by broń Boże nie zabawić zbyt długo w samotności, by jej nie poczuć naprawdę. Wokół rozrywka i technologia na wyciągnięcie ręki. Im więcej sposobności, im szybsze tempo, tym mniej możliwości, żeby siebie samą spotkać.

Co ja mogę usłyszeć w odosobnieniu, w byciu samemu? Po co mi to? Po co mam iść do lasu? Po to, by być blisko siebie, by siebie rozumieć, rozumieć swoje potrzeby, wybory, decyzje. By lepiej żyć. By nie zachorować na depresję, choroby psychosomatyczne.

W psychoanalizie i baśniach las jest odwróceniem się od świata zewnętrznego i wejściem w głąb siebie. W lesie jest cicho, można spotkać ptaka, który śpiewa, płochliwą sarnę, ale można również stanąć oko w oko z wilkiem. Można w nim przeżyć deszcz, poczuć zapach drzew. Las to natura, której jesteśmy częścią. Pradawna puszcza tętni swoim życiem, ni e do końca okiełznanym.

Podobnie, kiedy spotkasz się oko w oko z samotnością. Jeśli dotrzesz wystarczająco głęboko, znajdziesz tam różne uczucia, których w sobie nie akceptujesz. Znajdziesz wartości, idee, pomysły na które nie masz miejsca, bo nie było na nie miejsca w twoim domu, w społeczeństwie w którym, żyjesz, czy też nie są one mile widziane w płci, którą reprezentujesz. Znajdziesz może przeciwieństwo siebie. Jeśli jesteś silną kobietą to prawdopodobnie spotkasz też słabą dziewczynkę. Może uda Ci się zrozumieć kawałek siebie, może coś w sobie opłaczesz, do czegoś się uśmiechniesz, coś pogłaszczesz.

Jeśli spotkasz wilka, i sama nie dasz rady z nim się zmierzyć, możesz zwrócić się potem do drugiego człowieka po pomoc. W zależności od problemu do przyjaciela, księdza, czy psychoterapeuty.

Idź w las, idź w las. Jeśli nie wejdziesz do lasu to nic Ci się nie przydarzy i nigdy nie zaczniesz naprawdę żyć” (cyt.za „Biegnąca z wilkami” C.P.Estes”)

Anna Bartosiak


reakcja-w-depresji-logo

ania | 22 stycznia 2016